autoDNA sprawdza

Afera spalinowa VW – poszkodowany poszkodowanemu nierówny?

Dodano 6 kwietnia 2016 przez

VW

Druga połowa 2015 upłynęła w branży motoryzacyjnej pod znakiem afery spalinowej Volkswagena. Czy na odszkodowania załapią się tylko Amerykanie czy szanse mają także Europejczycy, w tym Polacy?

Afera spalinowa – o co chodzi w niej chodzi?

Wielka afera spalinowa zaczęła się we wrześniu 2015. Wtedy EPA (amerykańska Agencja Ochrony Środowiska) poinformowała, że w samochodach Volkswagena z silnikami diesla o pojemności 1,6 i 2 l w latach 2009-2015 instalowano specjalne oprogramowanie, którego zadaniem była redukcja emisji tlenków azotu podczas testów. Silniki wypadały więc znakomicie w laboratoryjnych pomiarach ilości spalin, a podczas normalnej eksploatacji ich negatywny wpływ na środowisko był dużo większy, niż sugerowałyby to wyniki testów.

W całej sprawie nie chodzi jednak tylko o napiętnowanie nieuczciwego działania. Na wymierne straty narażeni mogli zostać klienci Volkswagena. W reklamach telewizyjnych pojazdy prezentowane były bowiem jako ekologiczne. Dla wielu osób jest to dzisiaj coraz ważniejszy argument przy wyborze auta, zwłaszcza, że co jakiś czas pojawiają się pomysły, by emitującym zbyt dużo spalin samochodom zabronić wjazdu np. do centrów miast. Bardziej ekologiczne pojazdy były też często po prostu droższe, szczególnie na rynku wtórnym.

Nie tylko silniki 1,6 i 2 l? Nie tylko diesle?

Volkswagen szybko przyznał się do stosowania oprogramowania “defeat device” czyli tzw. urządzenia udaremniającego. Gdy wydawało się, że afera spalinowa została ze strony koncernu w pewnym zakresie opanowana, EPA zarzuciła Volkswagenowi, że manipulował także pomiarami spalin w autach z silnikami diesla o pojemności 3 litrów. Volkswagen zaprzeczał, ale sprawa ponownie rozgrzała branżę motoryzacyjną do czerwoności. Silniki o pojemności 3 litrów stosowano bowiem we flagowych modelach np. Touaregu, Porsche Cayenne czy Audi A6 i A7 Quattro. Amerykanie zarzucili więc niemieckiemu gigantowi, że oszukiwał nawet najlepszych i najbardziej zamożnych klientów.

Później kolejne wątpliwości pojawiły się także w przypadku modeli rocznikowych 2016 (wyprodukowanych pod koniec 2015). Miały one mieć zainstalowany inny mechanizm, którego zadanie było jednak identyczne jak wspomnianego „defeat device”. Na domiar złego w listopadzie okazało się także, że niemiecki koncern jest posądzany o zaniżanie poziomu zużycia paliwa i emisji CO2. Sprawa dotyczyć miała początkowo 800 tys. pojazdów z silnikami diesla, jednak z czasem kolejne doniesienia mówiły, że feralnych aut może być znacznie więcej, a cała sytuacja mogła także dotyczyć samochodów z silnikami benzynowymi.

Afera spalinowa – zniszczony wizerunek i gigantyczne pozwy

Afera spalinowa może mieć dla Volkswagena, poza oczywistymi fatalnymi konsekwencjami wizerunkowymi, przede wszystkim potężne skutki finansowe. Po pierwsze wkrótce po wybuchu afery w amerykańskich portach “utknęło” tysiące pojazdów. Po drugie koncern musiał podjąć zakrojoną na szeroką skalę akcję serwisową skierowaną do 11 mln klientów, w tym aż 8 mln w krajach Unii Europejskiej, którzy nabyli pojazdy z feralnym rozwiązaniem na pokładzie. Oprócz tego Volkswagenowi w USA grożą wielomiliardowe kary. Niemiecki koncern nie ma co liczyć na wyrozumiałość amerykanów, zwłaszcza że nałożenie dotkliwych sankcji może wzmocnić pozycję amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego. W marcu 2016 media obiegła też informacja, że z pozwem o wartości 3,2 mld euro występuje przeciwko Volkswagenowi 300 inwestorów. Domagają się oni odszkodowania za to, że niemiecki gigant za późno poinformował o aferze, przez co naraził ich na straty.

Polacy w kolejce po odszkodowania w aferze spalinowej

Sprawą odszkodowań chętnie zainteresowali się także Polacy. Feralne samochody w liczbie 140 tys. szt. trafiły przecież także do naszego kraju. Postępowanie w sprawie manipulowania wskaźnikami emisji spalin wszczął Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jest to pierwszy krok, by postawić niemieckiemu koncernowi zarzut naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Do pracy przystąpiły też kancelarie prawne, które zwietrzyły szanse na duże prowizje od gigantycznych wartości pozwów zbiorowych, jakie można byłoby wytoczyć Volkswagenowi. W Stanach Zjednoczonych Volkswagen zaoferował swoim klientom w ramach rekompensaty kwoty 1000 dolarów – 500 dolarów na karcie kredytowej, 500 dolarów do wykorzystania w salonach dealerskich oraz 3-letni darmowy program assistance. Podobnego traktowania europejskich klientów oczekuje od Volkswagena unijna komisarz ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska. Koncern zasłania się jednak tym, że w Europie i USA przepisy dotyczące ochrony środowiska są różne. W połowie marca 2016 w Polsce złożono pierwszy pozew indywidualnego klienta przeciw niemieckiemu gigantowi. Opiewa on na kwotę 30 tys. zł. Kilka dni wcześniej pierwszy cywilny pozew pojawił się też w Niemczech – oszukany klient żąda od Volkswagena rekompensaty rzędu 38 tys. euro za zakup feralnego Tiguana.

Sprawą zainteresowały się także samorządy miast walczących o poprawę jakości środowiska naturalnego m.in. władze Torunia, Szczecina i województwa podkarpackiego. Odszkodowania od niemieckiego giganta mogłyby zasilić kasy samorządów, które jak to zwykle bywa z chęcią przyjmą każdą ilość dodatkowej gotówki. Lokalnym politykom na wyobraźnię podziałał na pewno przykład Houston, które zażądało od Volkswagena zapłaty 100 mln dolarów za trucie środowiska naturalnego. Polskie samorządy mają jednak niewielkie szanse na uzyskanie odszkodowania. Musiałyby bowiem najpierw udowodnić w jakim stopniu działania Volkswagena doprowadziły do pogorszenia stanu środowiska naturalnego. Badania te nie należą do tanich, a i liczba 140 tys. “oszukanych” samochodów, które trafiły do Polski nie daje podstaw do tego, by przypuszczać, że ich wpływ na stan środowiska był aż tak duży. Samorządy są także niestety osamotnione w swojej walce. Pod koniec lutego 2016 media informowały, że chociaż Polska może liczyć nawet na 40 mld zł odszkodowania od Volkswagena, to żaden przedstawiciel rządu nie kontaktował się jeszcze z koncernem. Złośliwi zauważają nawet, że pieniądze, których każdemu polskiemu rządowi brakuje by domknąć kolejne budżety, tym razem faktycznie leżą na ulicy, pod autami marki Volkswagen.

Ilość komentarzy: 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *