Aktualności

Nowe normy emisji spalin zakończą erę diesla i silników benzynowych?

Dodano 20 grudnia 2017 przez

Parlament Europejskie pracuje nad nowymi przepisami, które zmienią normy emisji spalin. Na celowniku tym razem znalazł się dwutlenek węgla.

Obecne normy emisji spalin

Aktualne normy emisji spalin dla samochodów sprzedawanych w Europie określa norma EURO6, która obowiązuje od 2014 roku. Dla pojazdów z silnikami benzynowymi norma EURO 6 zakłada następujące maksymalne wartości (podawane w gramach na kilometr):

  • 1 CO (tlenki węgla);
  • 0,1 HC (węglowodory);
  • 0,06 NOx (tlenki azotu);
  • 0,005 PM (cząstki stałe – norma dla silników z bezpośrednim wtryskiem).

Dla samochodów z silnikiem diesla norma EURO 6 nakłada natomiast następujące restrykcje:

  • 0,5 CO;
  • 0,05 HC;
  • 0,08 NOx;
  • 0,17 HC+NOx;
  • 0,005 PM.

Każdy pojazd wyprodukowany od 2014 roku i sprzedawany w Unii Europejskiej nie może przekraczać tych wartości.

Planowane zmiany ucieszą kierowców?

Parlament Europejski przymierza się obecnie do wprowadzenia ściślejszych norm emisji dwutlenku węgla. Europarlamentarzyści chcieliby, aby statystycznie samochody gamy modelowej danej marki nie emitowały więcej niż 95 g CO2 na kilometr. Gdyby producenci pojazdów przekraczali te normy, musieliby liczyć się z drakońskimi karami – 95 euro za każdy gram przekroczenia, od każdego sprzedanego pojazdu. Kary byłyby więc liczone w setkach milionów euro.

Nowe przepisy mają jednak także premiować tych producentów, którzy w 2019 „zejdą” z emisją CO2 poniżej 50 g/km. Samochody spełniające taką restrykcyjną normę miałyby być w kolejnych latach liczone do średniej dla danego producenta z korzystnym mnożnikiem.

Nowe, restrykcyjne normy emisji dwutlenku węgla mogą ucieszyć kierowców. Dlaczego? Emisja CO2 jest bowiem mocno powiązana ze spalaniem. Samochód emitujący więcej dwutlenku węgla to taki, który zużywa więcej paliwa. Kierowcy liczą więc na to, że restrykcyjne normy emisji CO2 i kontrole ich przestrzegania spowodują, że producenci będą tworzyć bardziej ekonomiczne pojazdy. Czy faktycznie tak się stanie? Niestety można mieć co do tego pewne wątpliwości.

Normy emisji spalin budzą kontrowersje

To, czy dany pojazd spełnia normy emisji spalin kontrolowane jest w laboratoryjnych warunkach. Producenci samochodów projektują więc auta tak, by dobrze wypadały w testach. Czasem wcale nie są one bardziej ekologiczne od swoich poprzedników, tylko po prostu lepiej przygotowane do przejścia procedur sprawdzających.

To bardzo podobna sytuacja do słynnych testów zderzeniowych EURO NCAP. Wielu producentów było oskarżanych o to, że projektują swoje samochody tak, by jak najlepiej wypadały w tych konkretnych testach, a nie by były jak najbardziej bezpieczne.

Skąd wiemy o tym, że samochody spełniające rygorystyczne normy emisji spalin nie są wcale ekologiczne? Wieść ta przyszła do nas zza zachodniej granicy. Niemcy w niektórych rejonach kraju wprowadzili tzw. ekologiczne strefy. Według założeń, dzięki poruszaniu się w nich samochodów spełniających rygorystyczne normy emisji spalin, zanieczyszczenie środowiska powinno maleć. Tak się jednak nie stało. Urząd ds. Środowiska, Pomiarów i Ochrony Przyrody Badenii-Wirtembergii przeprowadził więc badania samochodów w warunkach drogowych, zamiast w laboratorium. Wyniki były szokujące. Samochody emitowały ponad 8 razy więcej tlenków azotu niż podczas testów! W tym miejscu dochodzimy do pewnego paradoksu.

Tlenki azotu są dużo bardziej szkodliwe niż CO2, które sami wydychamy i które znamy chociażby z gazowanej wody mineralnej. Tlenki azotu powstają w silnikach pracujących przy bardzo wysokim ciśnieniu i temperaturze. Czyli tych, które spalają najmniej, a więc emitujących najmniej CO2. Europarlamentarzyści walcząc z CO2 przyczyniają się więc do powstawania większej ilości tlenków azotu, z których emisją też przecież walczą.

Normy emisji spalin kontestowane są także przy omawianiu problemu cząstek stałych. Wszyscy wiedzą, że są one szkodliwe. Problem jest taki, że normy emisji cząstek stałych działają w zasadzie tylko teoretycznie. Pojazdy z filtrem cząstek stałych posiadają bowiem mechanizm samooczyszczania. To nic innego, jak „wyrzucanie” z filtra zgromadzonej w nim sadzy. Normy emisji cząstek stałych sprawdzane są oczywiście z pominięciem tej procedury.

Zysk dla środowiska jest więc głównie taki, że sadze usuwane są z filtrów na autostradach i drogach szybkiego ruchu, a nie w miastach czy terenie zabudowanym. Procedura samooczyszczania wymaga bowiem utrzymywania przez kilkanaście minut 3 tys. obrotów silnika na minutę, co raczej nie jest możliwe w ruchu miejskim. No chyba, że ktoś będzie stał kwadrans pod domem czy hipermarketem z wciśniętym pedałem gazu, co niestety można zobaczyć na YouTube’ie.

Czy przez nowe normy emisji hybrydy i „elektryki” zastąpi diesle i „benzyniaki”

Za każdym razem, gdy normy emisji spalin są śrubowane, mówi się o tym, że oto przyszedł kres diesli i silników benzynowych. Cały czas do tego jednak nie doszło. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest to, co opisaliśmy przed chwilą. Producenci pojazdów coraz lepiej „radzą” sobie z testami emisji spalin.

Drugą przyczyną niesłabnącej popularności diesli i „benzyniaków” jest przewaga cenowa. Samochody hybrydowe, nie mówiąc o elektrycznych, są po prostu znacznie droższe. Niższe spalanie auta z napędem hybrydowym być może zrekompensuje różnicę w cenie zakupu taksówkarzowi, który jeździ bardzo dużo po mieście. Statystycznemu Kowalskiemu, który pokonuje codziennie do pracy jedynie kilkanaście kilometrów, hybryda zwyczajnie się nie opłaci. Zwłaszcza, że w trasie będzie palić nierzadko tyle samo, co pojazd z silnikiem diesla. Auta hybrydowe czasem odstają też pod względem możliwości od swoich „starszych braci”. Na przykład nie wszystkie samochody hybrydowe nadają się do ciągnięcia przyczepy.

Warto także zadać sobie pytanie, czy infrastruktura energetyczna, drogowa i parkingowa jest gotowa na gwałtowny wzrost liczby pojazdów zasilanych chociażby częściowo energią elektryczną. Gdyby klienci faktycznie rzucili się na hybrydy typu plug-in czy auta elektryczne, o czym zdaje się marzą unijni decydenci, mogłoby się okazać, że elektrownie nie są w stanie wyprodukować dla nich wystarczającej ilości prądu. A nawet jeśli są, to trzeba byłoby wybudować bardzo wiele punktów ładowania. To ogromne wyzwania, nawet dla bogatszych państw europejskich. Czy będzie w stanie sprostać im biedniejsza część UE?

Coraz częściej słyszymy także głosy naukowców, którzy zwracają uwagę na to, że ekologiczne napędy produkowane są z dużo większym uszczerbkiem dla środowiska, niż te tradycyjne. Niektórzy twierdzą nawet, że „hybryda” podczas swojej eksploatacji nie jest w stanie tych strat dla środowiska nadrobić.

Wydaje się więc, że Parlament Europejski analizując normy emisji spalin, powinien pochodzić do tego tematu bardzo ostrożnie. Może zamiast nakładać kolejne restrykcje, warto przyjrzeć się, jak realnie przestrzegane są obecne normy emisji?

Summary
Nowe normy emisji spalin zakończą erę diesla i silników benzynowych?
Article Name
Nowe normy emisji spalin zakończą erę diesla i silników benzynowych?
Description
Parlament Europejskie pracuje nad nowymi przepisami, które zmienią normy emisji spalin. Na celowniku tym razem znalazł się dwutlenek węgla.
Author
Publisher Name
autodna.pl
Publisher Logo
Ilość komentarzy: 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Darekle

    UE wykończy nas wszystkich, a potem zaczipuje i ubezwłasnowolni. Trzeba jak najszybciej wyjść z tego chorego euro kołchozu i wziąć sprawy w swoje ręce. Można zawiązać też koalicję z Węgrami i Słowacją. Kto mnie popiera?

    1. Wesoło

      A-ha! Więc za unoą nie czipują? Hahahahaha!
      A wiesz, jakiej narodowości jest ten pomysł?

  2. pAm

    nikt cię nie popiera. Polska to raj katolicki, czyli kraj ciemnoty i zabobonów.

  3. krystian2145

    Miłośnicy motoryzacji spalinowej już się buntują przecież oni ich powieszą za jaja tych ekologów i tyle.